Mamy dwie i towarzysza nam przez całe
życie. Wygląda na to, że
wszystko przez nie przechodzi. Między wieloma funkcjami zajmują się
oczyszczaniem naszej krwi. Nikt się nimi nie zajmuje aż do dnia w
którym dzięki jakiemuś bólowi który jest w stanie powalić
najsilniejszego, zaczynamy przypominać sobie, że
istnieją. W grudniu 2001 w Ciudad Valles w Meksyku po badaniach USG
pierwszy raz usłyszałem określenie diagnozę
„wielotorbielowatość”.
W obu nerkach i w wątrobie pojawiły się torbiele, które nie
przestały rosnąć przez te wszystkie lata. Dziś są sporej
wielkości ledwie się mieszczę w moim ciele. Wielotorbielowatość
nerek i wątroby do tej uważana jest za chorobę „sierocą”
to znaczy, że jeszcze
nie ma istniejącego leczenia. Prowadzi do utraty funkcji nerek i
problemów z działaniem wątroby. Co prowadzi do konieczności po
jakimś czasie rozpoczęcia leczenia zastępczego jak dializa i
przeszczep. Na zdjęciu które towarzyszy tym słowom przedstawiam
wam moje nerki. Zdjęcie nie jest aktualne mają
2 lata, teraz są piękniejsze. Robię
to nie dlatego, że chce
byście mnie pamiętali jako osobę chorą.
Mówię, że nie jestem
chory mam tylko problemy ze zdrowiem. Robię
to żeby przypomnieć o wadze oddawania organów do przeszczepu.
Jednym z problemów jakie towarzysza całemu temu procesowi jest ból
i wieści po jakich drogach jeździłem w San Pedro. Szczęśliwy że
mogłem być z wami i wdzięczny za to ze zrozumieliście moje
ograniczenia,wzruszony za tyle wyrazów sympatii przyjaźni. Teraz
nadchodzi nowy etap dbania o moje nerki. Dziękuje z całego serca.
Miłego dnia wiedzy.
Tekst napisany w Paragwaju
po wyjeździe z parafii, przed przyjazdem do Hiszpanii na leczenie.
Publicado en castellano el 30 de mayo de
2017

No hay comentarios:
Publicar un comentario