domingo, 17 de febrero de 2019

Wielotorbielowatość i ja (PL)

Mamy dwie i towarzysza nam przez całe życie. Wygląda na to, że wszystko przez nie przechodzi. Między wieloma funkcjami zajmują się oczyszczaniem naszej krwi. Nikt się nimi nie zajmuje aż do dnia w którym dzięki jakiemuś bólowi który jest w stanie powalić najsilniejszego, zaczynamy przypominać sobie, że istnieją. W grudniu 2001 w Ciudad Valles w Meksyku po badaniach USG pierwszy raz usłyszałem określenie diagnozę „wielotorbielowatość”. W obu nerkach i w wątrobie pojawiły się torbiele, które nie przestały rosnąć przez te wszystkie lata. Dziś są sporej wielkości ledwie się mieszczę w moim ciele. Wielotorbielowatość nerek i wątroby do tej uważana jest za chorobę „sierocą” to znaczy, że jeszcze nie ma istniejącego leczenia. Prowadzi do utraty funkcji nerek i problemów z działaniem wątroby. Co prowadzi do konieczności po jakimś czasie rozpoczęcia leczenia zastępczego jak dializa i przeszczep. Na zdjęciu które towarzyszy tym słowom przedstawiam wam moje nerki. Zdjęcie nie jest aktualne mają 2 lata, teraz są piękniejsze. Robię to nie dlatego, że chce byście mnie pamiętali jako osobę chorą. Mówię, że nie jestem chory mam tylko problemy ze zdrowiem. Robię to żeby przypomnieć o wadze oddawania organów do przeszczepu. Jednym z problemów jakie towarzysza całemu temu procesowi jest ból i wieści po jakich drogach jeździłem w San Pedro. Szczęśliwy że mogłem być z wami i wdzięczny za to ze zrozumieliście moje ograniczenia,wzruszony za tyle wyrazów sympatii przyjaźni. Teraz nadchodzi nowy etap dbania o moje nerki. Dziękuje z całego serca.

Miłego dnia wiedzy.

Tekst napisany w Paragwaju po wyjeździe z parafii, przed przyjazdem do Hiszpanii na leczenie. 

Publicado en castellano el 30 de mayo de 2017

No hay comentarios:

Publicar un comentario