To nie były jej bóle, ale ona je traktowała jak
swoje. Czuła je na swojej skórze. Pomoc nie była sprawą
wyboru tylko obowiązku, zwykłej potrzeby przeżycia. Chociaż to
czasami mogło doprowadzić ją
do stany skrajnego wyczerpania i zadarcia z wszystkimi nawet z sobą
samą. Mówiła sobie
samej, że to nie było
mądre, że przekroczyła
limity tego co dobre, sprawiedliwe, konieczne, ale na każdą prośbę
cały czas odpowiadała to samo: „tak, nie ma problemu”.
Problemów było pełno i to coraz większych. A prośby sypały się
jak lawina. Zawsze ze znakiem „+”. Prosili ją
o więcej pracy, więcej czasu, więcej dyspozycyjności, więcej
pieniędzy. Robiąc żonglerkę i sztuczki wszystkim mówiła „tak”
próbując zaspokoić ich potrzeby. Koniec końców wszyscy byli
niezadowoleni, czuła, że
ich zawiodła. Dla wielu z nas odpowiedź „nie mogę” jest
nieużywana, co czasami prowokuje że
się nas wykorzystuje. Starajmy się mierzyć granice naszych
możliwości fizycznych, ekonomicznych, uczuciowych, starając się
być jak najbardziej tylko możemy, uczciwymi z nami i z innymi.
Jeżeli stracimy równowagę pomagając możemy zacząć krzywdzić
nas i innych którzy nie są winni za taki stan rzeczy. Chociaż mówi
się, że trzeba dawać
do bólu, dobrze wiedzieć czy to co dajemy należy do nas i czy mamy
prawo tym dysponować. Czasami pomagając wszystkim zostajemy sami
bez nikogo kto by nam pomógł, co prowokuje pewna frustracje i ból.
Pomagajmy ale też
zachowajmy zdrowe granice dbając o to za co jesteśmy
odpowiedzialni. Czyli dbajmy o nasze życie i szczęście.
Miłego dnia pomocy i granic.
Publicado en castellano 05 de enero de 2017

No hay comentarios:
Publicar un comentario