Znał się na ile mu pozwalało jego lustro. Czasami
ani w lustro nie mógł spokojnie patrzeć, bo łzy zacierały
ostrość obrazu jego własnego odbicia. Zamknięty w czterech
ścianach swojego niezdecydowania, spętany brakiem wiary w siebie
samego, codziennie robił rachunek swoich porażek. Pewnego dnia się
poznali. Błogosławiony przypadek sprawił, że
się zharmonizowały ich kroki i zrymowały ich sny. Pierwszy raz
patrzył na swoje odbicie, nie w swoim
starym lustrze, lecz w błyszczących od
wzruszenia, oczach innych ludzi. Odkrył, że
przyjaźń, bliskość, miłość czynią cuda. Nie tylko Ty
sam, ale też inni wierzą
w Ciebie.
No hay comentarios:
Publicar un comentario